Wakacje w okolicy Zadaru – przewodnik po najlepszych plażach, wyspach i atrakcjach
Spis treści
- Wprowadzenie
- Pag — wyspa, która wygląda, jakby ktoś zapomniał posadzić na niej cokolwiek
- Ugljan — ogród, w którym nie ma samochodów
- Dugi Otok — tam, gdzie mało kto zagląda
- Jezioro Vransko — kiedy ostatni raz obserwowaliście ptaki naprawdę uważnie?
- Nin — krótko, bo pełna wersja jest gdzie indziej
- Praktyczne rzeczy
- Okolice Zadaru a nasz teren
- FAQ
Wprowadzenie
Zapytajcie kogoś, kto był w Zadarze, co widział, a dziewięć na dziesięć osób powie: organy, zachód słońca, może jeszcze Nin. I słusznie — to naprawdę robi wrażenie, pisałem o tym szerzej w artykule o Dalmacji Północnej, więc tu nie będę się powtarzał (chcesz pełną opowieść o organach i placu koronacyjnym w Ninie — tam ją masz).
Bo prawdziwe pytanie brzmi inaczej: co jest wokół Zadaru, w promieniu jednego biletu promowego? I tu robi się ciekawie, bo w tej samej godzinie drogi od siebie masz trzy wyspy, które nie mogłyby być bardziej różne, gdyby ktoś zaplanował to specjalnie na potrzeby dobrego artykułu. Jedna wygląda jak Księżyc. Druga jest tak zielona, że nazwano ją ogrodem. Trzecia ma słone jezioro otoczone klifami, do którego mało kto w ogóle dociera. Zaczynajmy od tej pierwszej, bo to ona zasługuje na najwięcej uwagi.
I zanim ktoś zapyta — nie, nie da się tego wszystkiego zrobić w jeden dzień, nawet jeśli mapa sugeruje inaczej. Promy mają swoje rozkłady, wyspy swoje tempo, a Wy macie tylko jeden urlop. Więc zamiast gonić za odhaczaniem punktów, potraktujcie to jako listę, z której wybieracie — nie checklistę do zaliczenia.

Pag — wyspa, która wygląda, jakby ktoś zapomniał posadzić na niej cokolwiek
Pierwszy raz, kiedy się wjeżdża na Pag przez most, człowiek myśli, że coś jest nie tak z nawigacją — bo zamiast typowej chorwackiej zieleni widać kamień, wapienne wzgórza, prawie żadnej roślinności. To nie przypadek i nie efekt suszy. To robota wiatru zwanego burą — silnego, suchego wiatru wiejącego z gór, który dosłownie zdziera roślinność z powierzchni wyspy i osadza w powietrzu drobinki morskiej soli.
I tu jest ta ciekawostka, którą warto znać, zanim spróbujecie miejscowego sera: ta sama bura, która wyjaławia krajobraz, jest powodem, dla którego Paški sir smakuje tak, jak smakuje. Owce pasą się na trawie pokrytej naniesioną przez wiatr solą, mleko wychodzi inne, ser dojrzewa co najmniej pół roku i regularnie ląduje w rankingach najlepszych serów świata. Zastanawialiście się kiedyś, ile rzeczy w kuchni śródziemnomorskiej tak naprawdę zawdzięczamy pogodzie, a nie przepisowi?
A skoro już jesteśmy przy rzeczach, które ten sam surowy krajobraz wykształcił — w mieście Pag, w samej starówce, kobiety od pokoleń robią koronki. Paška čipka, bo tak się to nazywa, to nie jest turystyczna pamiątka wymyślona na potrzeby sezonu, tylko rzemiosło na tyle poważne, że trafiło na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO (dokładny rok wpisu bym sprawdził przed publikacją, żeby nie podać złej daty). Wzory robi się bez szablonu, z pamięci, przekazywane z matki na córkę — i podobno da się po samym wzorze rozpoznać, z której rodziny pochodzi koronczarka. Ładna myśl: że kawałek nitki potrafi być czyimś podpisem.
Pag ma też drugą twarz, kompletnie inną — plaża Zrće koło Novalji to jedno z tych miejsc, gdzie muzyka nie milknie do rana, z klubami plażowymi, które od lat ściągają młodych Europejczyków szukających czegoś w rodzaju Ibizy, tylko bliżej i taniej. Jeśli to nie Wasz klimat — a rozumiem, jeśli nie jest — po prostu omińcie tę część wyspy i jedźcie dalej na północ, do Lun, gdzie rosną gaje oliwne z drzewami liczącymi podobno grubo ponad tysiąc lat. Trudno o większy kontrast na jednej wyspie: impreza do świtu pięć kilometrów od drzew starszych niż niejedno państwo europejskie.

Ugljan — ogród, w którym nie ma samochodów
Zupełne przeciwieństwo Pagu, i to dosłownie trzydzieści minut promem z Zadaru. Ugljan nazywa się „Zadarskim Ogrodem” nieprzypadkowo — podobno rośnie tu ponad dwieście tysięcy drzew oliwnych (to akurat warto zweryfikować przed publikacją, taka precyzyjna liczba budzi moją czujność), a sama wyspa jest gęsto zielona, spokojna, właściwie pozbawiona tego typu ruchu turystycznego, który kojarzy się z resztą wybrzeża.
Na wzgórzu nad główną wsią, Preko, stoją ruiny twierdzy św. Mihovila z XIII wieku — wejście na górę to kwadrans-dwadzieścia minut, ale widok z góry, kiedy uda się złapać dobre światło, obejmuje cały archipelag naraz: Zadar po jednej stronie, Kornati po drugiej, a gdzieś w tle sylwetka Velebitu. To jest ten rodzaj miejsca, gdzie warto usiąść na chwilę i nic nie robić, tylko patrzeć.
Jeśli macie chwilę więcej, warto zboczyć do Kali — małej wioski rybackiej po drugiej stronie wyspy, która podobno miała kiedyś jedną z największych flot rybackich w całej Chorwacji. Kobiety z Kali mają lokalną sławę jako te, które najszybciej i najsprawniej łatają sieci — sam tego nie sprawdzałem stoperem, ale legenda krąży od lat, więc coś w tym musi być. Chodzi się tam wolniej niż gdziekolwiek indziej na wyspie, a w porze, kiedy łodzie wracają z połowu, port pachnie solą i dieslem w sposób, którego żadne zdjęcie nie odda.
I skoro już o promach — od lat wraca temat mostu, który miałby połączyć Ugljan z Zadarem na stałe, tak jak most połączył Pag z lądem. Podobno projekt istnieje od dziesięcioleci, regularnie wraca do debaty publicznej i regularnie z niej znika, więc nie chcę Wam obiecywać terminów, których sam nie znam — traktujcie to jako ciekawostkę, nie plan podróży. Na razie prom pozostaje jedynym sposobem, i szczerze, byłoby mi trochę szkoda, gdyby ta trzydziestominutowa przeprawa kiedykolwiek zniknęła. Coś w tym rytuale wsiadania na pokład, z widokiem na oddalający się Zadar, ustawia człowieka na wolniejsze tempo, zanim jeszcze dotrze na miejsce.
Dugi Otok — tam, gdzie mało kto zagląda
I teraz ta wyspa, o której naprawdę mało kto pisze, a szkoda. Park Przyrody Telašćica na południowym krańcu Dugiego Otoku łączy w jednym miejscu klify opadające prosto do morza (podobno sięgające sto sześćdziesiąt metrów, choć różne źródła podają nieco inne liczby, więc traktujcie to jako orientacyjne), słone jezioro Mir, które podgrzewa się latem bardziej niż samo morze, i naturalny port, do którego żeglarze zaglądają od stuleci, bo to jedno z najlepiej osłoniętych miejsc na całym Adriatyku. Wstęp do parku jest płatny — dokładna stawka zmienia się z sezonu na sezon, więc sprawdźcie ją przed wyjazdem zamiast wierzyć liczbie sprzed dwóch lat.
Jezioro Mir ma opinię miejsca o właściwościach leczniczych — słona, gęstsza woda podobno dobrze robi na skórę i stawy. Ile w tym nauki, a ile tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie, szczerze mówiąc nie jestem pewien, i nie chcę tu obiecywać cudów zdrowotnych, których nie mogę potwierdzić. Ale samo pływanie w czymś, co jest jednocześnie jeziorem i morzem, w otoczeniu wapiennych ścian — to już wystarczający powód, żeby tam dopłynąć.
A jeśli klify i słone jeziora to dla Was za dużo dzikości na jeden dzień, druga strona wyspy oferuje coś kompletnie innego — plażę Sakarun koło Božavy, białą, piaszczystą, z płytką turkusową wodą, która wygląda, jakby ktoś przeniósł kawałek Karaibów na Adriatyk. To jeden z tych rzadkich przypadków w Dalmacji, gdzie nie trzeba iść po kamieniach, żeby wejść do wody — dzieciom (i dorosłym, którzy nie znoszą kamyków pod stopami) będzie tu wyjątkowo dobrze.

Jezioro Vransko — kiedy ostatni raz obserwowaliście ptaki naprawdę uważnie?
To jest pozycja na tej liście, którą najłatwiej pominąć, planując wyjazd — bo „obserwacja ptaków” nie brzmi jak coś, co robi się na wakacjach nad morzem. A szkoda, bo Vransko to największe naturalne jezioro w całej Chorwacji, leżące zaledwie kilka minut od linii brzegowej, gdzie słodka woda spotyka się z morską w sposób, który tworzy wyjątkowe siedlisko. Park uchodzi za jeden z ważniejszych terenów wodno-błotnych w tej części Europy — o ile dobrze pamiętam, ma nawet międzynarodowy status ochronny, ale to akurat warto zweryfikować w oficjalnych materiałach parku przed publikacją.
W sezonie migracji — wiosną i jesienią — nad jeziorem przelatują (albo zatrzymują się na dłużej) setki gatunków ptaków, od zwyczajnych kaczek po rzadkie orły bieliki, te z charakterystycznym, prawie białym ogonem widocznym nawet z dużej odległości. Jest tam drewniana ścieżka dydaktyczna prowadząca przez trzcinowiska, z której da się obserwować ptaki z bardzo bliska, bez potrzeby własnej lornetki eksperta. Nie musicie być ornitologami, żeby to docenić — czasem wystarczy postać w ciszy piętnaście minut i popatrzeć, ile życia dzieje się w miejscu, obok którego większość turystów przejeżdża, nawet nie zwalniając.
Nin — krótko, bo pełna wersja jest gdzie indziej
Samo miasteczko Nin i jego piaszczystą plażę (Ninska Laguna, jedną z niewielu naprawdę piaszczystych plaż w całej Dalmacji) opisałem dokładnie w artykule o Dalmacji Północnej — zamiast powtarzać się tutaj, po prostu tam zajrzyjcie, jeśli akurat to Was interesuje. W skrócie: warto, zwłaszcza z dziećmi, ze względu na płytką wodę i błoto lecznicze, które miejscowi nabierają sobie do wiaderek jak coś zupełnie normalnego.
Praktyczne rzeczy
Lotnisko w Zadarze (Zaton) leży kilkanaście kilometrów od centrum i przyjmuje sezonowe loty bezpośrednie z Polski. Samochodem z Polski to około 11-13 godzin.
Na Pag da się dojechać mostem, bez promu — to jedyna z trzech wysp z tego tekstu połączona z lądem na stałe. Na Ugljan prom kursuje regularnie z Zadaru, przejazd trwa około pół godziny. Na Dugi Otok trzeba już zaplanować więcej czasu — prom do Sali jedzie około półtorej godziny, a do samej Telašćicy najwygodniej dopłynąć wycieczką łodzią zorganizowaną z Zadaru albo Sali, jeśli nie macie własnego transportu na wyspie. Bilety promowe kupicie na miejscu w kasie Jadrolinije (to główny, państwowy przewoźnik na tych trasach) albo — coraz częściej — online z wyprzedzeniem, co w szczycie sezonu, kiedy kolejki do kas potrafią być długie, bywa zwyczajnie wygodniejsze.
Parkowanie w samym Zadarze jest strefowe i płatne w centrum — konkretne stawki się zmieniają, więc zamiast podawać Wam liczby, które za pół roku będą nieaktualne, po prostu miejcie przy sobie kartę i sprawdźcie lokalną aplikację do parkowania na miejscu.
Najlepszy czas na wyjazd, szczególnie jeśli celujecie w obserwację ptaków na Vransko, to wiosna albo wrzesień — lato jest gorące, tłoczne, a ptaki i tak w dużej mierze migrują poza sezonem turystycznym, więc te dwa interesy się tu naturalnie rozjeżdżają. I szczerze — jeśli macie w planie odwiedzić więcej niż jedną wyspę, rozłóżcie to na osobne dni. Rozkłady promów potrafią pokrzyżować nawet najlepiej ułożony plan, a gonienie za ostatnim kursem to nie jest sposób na spokojny urlop.
Okolice Zadaru a nasz teren
Zadar i jego wyspy leżą kawałek na północ od tego, co znamy najlepiej — nasza oferta skupia się na środkowej Dalmacji: Splicie, Trogirze, Omišu, Makarskiej i Šibeniku. Šibenik jest zresztą stosunkowo blisko — jeśli planujecie dłuższą trasę łączącą wyspy koło Zadaru z czymś dalej na południe, to naturalny kolejny przystanek na drodze w stronę Splitu.
Jedziecie dalej na południe? Sprawdźcie środkową Dalmację
Jeśli po wyspach koło Zadaru planujecie jechać dalej — w stronę Splitu, Trogiru czy Makarskiej — w Adriamore znajdziecie apartamenty, które sami wybraliśmy i które polecilibyśmy znajomym. Rezerwujecie bezpośrednio u właściciela, bez prowizji i opłat serwisowych.
FAQ
Zależy, czego szukacie. Pag, jeśli chcecie kontrastu (surowy krajobraz + impreza + wielowiekowe oliwki w jednym miejscu). Ugljan, jeśli szukacie ciszy blisko miasta. Dugi Otok, jeśli macie więcej czasu i chcecie czegoś naprawdę niezatłoczonego.
Tak, z Zadaru i z Sali na Dugim Otoku organizowane są całodniowe wycieczki łodzią — to najprostszy sposób, jeśli nie macie dostępu do własnego jachtu.
Wiosna (marzec-maj) i jesień (wrzesień-listopad) — wtedy trwają migracje i różnorodność gatunków jest największa. Latem jest ciszej pod tym względem.
Obie opcje istnieją na tej samej wyspie, ale w różnych miejscach — Novalja i plaża Zrće to strefa imprezowa, reszta wyspy (zwłaszcza okolice Lun na północy) jest zupełnie inna: spokojna, surowa, prawie pusta.
Technicznie może i tak, w praktyce lepiej tego nie robić. Same przeprawy promowe i dojazdy zjedzą większość dnia, a Wy zamiast plaży zobaczycie głównie terminale promowe. Rozłóżcie to na dwa, trzy dni, jeśli macie taką możliwość.
Częściowo. Promy na Ugljan i Dugi Otok kursują regularnie, więc te dwie wyspy są jak najbardziej w zasięgu bez auta. Pag bez samochodu jest już trudniejszy — połączenia autobusowe są, ale rzadkie, więc jeśli to Wasz priorytet, warto zaplanować dojazd z wyprzedzeniem.