Skip to content

Wprowadzenie

Jest taki moment na kolejce linowej wjeżdżającej na wzgórze Srđ nad Dubrownikiem, kiedy kabina mija połowę trasy i nagle całe miasto — mury, dachy pokryte czerwoną dachówką, morze, wyspa Lokrum — rozkłada się pod Wami jak mapa. Większość turystów w Dubrowniku patrzy na miasto z dołu, z poziomu Stradunu, z tłumem przepychającym się między sklepami z pamiątkami. A wystarczy dziesięć minut jazdy w górę, żeby zobaczyć je zupełnie inaczej — i, co ciekawe, mniej ludzi w ogóle tam zagląda, niż moglibyście się spodziewać po tak spektakularnym widoku.

O samych murach, Forcie Lovrijenac, Lokrum, wyspach Elafickich, Mljecie, Pelješacu i Korčuli pisałem już szeroko w Dalmacji Południowej — nie będę się tu powtarzał. Ten tekst ma pokazać to, co często ginie w cieniu największych atrakcji: górę nad miastem, renesansowy ogród, w którym kręcono sceny do serialu, i rzekę, która na końcu swojej drogi zamienia się w coś zupełnie innego niż reszta wybrzeża.

I szczerze — jeśli macie w planie tylko dwa, trzy dni w samym Dubrowniku, część z tych miejsc się nie zmieści, i to jest w porządku. Ten tekst jest bardziej na „jeśli macie więcej czasu” albo „jeśli wracacie drugi raz i szukacie czegoś poza Stradunem”. Nikt nie musi zaliczyć wszystkiego na jednym wyjeździe.

Wzgórze Srđ, panorama na Dubrownik

Wzgórze Srđ — Dubrownik z innej perspektywy

Srđ wznosi się nad miastem na wysokości niewiele ponad czterysta metrów — niewiele jak na góry, ale wystarczająco, żeby zmienić całkowicie perspektywę na to, co przez cały dzień oglądaliście z poziomu ulicy. Kolejka linowa, której dolna stacja jest zaledwie kilka minut od murów, wywozi Was na szczyt w kilka minut — choć jeśli macie ochotę na wysiłek, da się też wejść pieszo, licząc się z godziną, półtorej stromego podejścia.

Sama kolejka ma zresztą swoją historię, o której mało kto wie, wsiadając do kabiny: pierwsza wersja powstała w 1969 roku, ale podczas wojny w latach dziewięćdziesiątych została zniszczona i przez kolejne piętnaście lat po prostu nie działała — trzeba było wchodzić pieszo albo jechać dookoła. Odbudowano ją dopiero w 2010 roku. Więc kiedy dziś wjeżdżacie na górę w kilka minut, warto pamiętać, że przez pokolenie cały ten widok był dostępny tylko dla tych, którym chciało się iść pod górę na piechotę.

Na górze jest restauracja z tarasem i coś, co zaskakuje wielu odwiedzających: muzeum poświęcone wojnie o niepodległość Chorwacji, urządzone w dawnym forcie Imperijal. To ważne przypomnienie, bo łatwo zapomnieć, spacerując po pięknej starówce, że Dubrownik był ostrzeliwany w latach dziewięćdziesiątych — dachy, które dziś wyglądają na średniowieczne, w dużej części odbudowano po tamtej wojnie. Zastanawialiście się kiedyś, ile z tego, co dziś wygląda na „odwiecznie takie samo” w miastach, które zwiedzacie, jest w rzeczywistości odbudową sprzed kilku dekad?

Zachód słońca ze Srđ to jeden z tych momentów, o których ludzie mówią „musisz to zobaczyć” i, o dziwo, mają rację — światło pada na mury i dachy w sposób, który z poziomu miasta po prostu nie jest dostępny.

Arboretum Trsteno koło Dubrownika

Arboretum Trsteno — ogród, który pamięta czasy przed odkryciem Ameryki

Około dwudziestu kilometrów na zachód od Dubrownika, w miejscu, obok którego większość turystów przejeżdża w drodze na Pelješac, ukryty jest jeden z najstarszych ogrodów botanicznych w Europie. Założony przez zamożny ród Gozze jeszcze w XV wieku — czyli, dla porównania, mniej więcej wtedy, kiedy Kolumb dopiero szykował się do wypłynięcia w stronę Ameryki — Trsteno to alejki starych platanów, palm, cytrusów i roślin sprowadzanych z całego świata przez wieki, kiedy Republika Dubrownicka handlowała z każdym zakątkiem znanego wtedy świata.

Zaraz przy wejściu, jeszcze zanim zobaczycie same ogrody, stoją dwa gigantyczne platany posadzone podobno ponad pięćset lat temu — grube na tyle, że kilka osób z rozłożonymi rękami nie objęłoby pnia. Stoją tam dłużej niż istnieje niejeden europejski kraj w obecnych granicach, przetrwały wojny, trzęsienia ziemi i całe rody, które kiedyś nimi się opiekowały. Jest coś otrzeźwiającego w staniu obok drzewa, które było już stare, zanim urodzili się pradziadkowie naszych pradziadków.

Wśród zieleni ukryte są renesansowe fontanny i pawilony z widokiem na morze — a jeśli oglądaliście „Grę o Tron”, rozpoznacie to miejsce jako Ogrody Królewskie. Ale nawet bez tego kontekstu popkulturowego, to po prostu dobre miejsce na spokojny spacer w cieniu, kiedy macie dość tłumu na starówce.

Delta Neretwy, Chorwacja

Delta Neretwy — Chorwacja, której nikt nie kojarzy z plażą

A teraz coś, co kompletnie wyłamuje się z obrazka „typowej Dalmacji”: ujście rzeki Neretwy tworzy szeroką deltę z siecią kanałów i pól uprawnych, gdzie zamiast kamiennych plaż i sosen macie płaski, zielony krajobraz przypominający bardziej Holandię niż Adriatyk. To jeden z najważniejszych rejonów rolniczych Chorwacji — plantacje mandarynek ciągną się po horyzont, a jesienią, w sezonie zbiorów, lokalne biura organizują wycieczki, podczas których można samemu zbierać owoce prosto z drzewa.

Ten sam krajobraz, który dla plantatorów mandarynek jest po prostu żyzną ziemią, dla ornitologów jest jednym z ważniejszych mokradeł na całym wybrzeżu Adriatyku — podobno przelatują tędy tysiące ptaków w sezonach migracji, choć dokładnych liczb nie chcę tu przytaczać, żeby nie podać czegoś nieaktualnego. Jeśli już byliście przy Jeziorze Vransko koło Zadaru i to Wam się spodobało, delta Neretwy to zupełnie inna skala tego samego pomysłu.

Da się tam wybrać rejs tradycyjną łodzią po kanałach — miejscowi nazywają to „safari po Neretwie” — z degustacją dań, które nigdzie indziej w regionie nie są tak popularne: węgorza i żab, przyrządzanych najczęściej w gęstym gulaszu albo grillowanych z polentą. Nie jest to danie dla każdego, przyznaję szczerze, ale jeśli szukacie czegoś, czego naprawdę nie znajdziecie na wybrzeżu, to jest to dokładnie to.

Cavtat — Dubrownik bez tłumu, dwadzieścia kilometrów dalej

Jeśli marzycie o klimacie Dubrownika bez cen i tłumów Dubrownika, Cavtat jest odpowiedzią, o której zaskakująco mało osób myśli. To dawne rzymskie Epidaurum, dwadzieścia kilometrów na południe, z własną, kameralną promenadą, małym portem i kilkoma plażami — i z regularnymi łódkami kursującymi wprost do Dubrownika, więc można mieszkać tu, a zwiedzać tam, bez konieczności trzymania samochodu.

Cavtat to też rodzinne miasto Vlaho Bukovaca, jednego z najważniejszych chorwackich malarzy przełomu XIX i XX wieku — jego dom rodzinny zamieniono na galerię, gdzie można zobaczyć oryginalne obrazy w budynku, w którym faktycznie dorastał, nie w sterylnej sali muzealnej gdzieś indziej. To ten rodzaj miejsca, które turyści odkrywają zwykle dopiero za drugim albo trzecim razem w regionie — pierwszy raz jedzie się prosto do Dubrownika, nie wiedząc, że dwadzieścia minut dalej jest spokojniejsza wersja tego samego wybrzeża.

Ston — mury, które robią wrażenie inaczej niż te w Dubrowniku

O Mali Ston i ostrygach pisałem już przy Dalmacji Południowej, ale sam Ston, kawałek dalej, zasługuje na osobne zdanie: to tu stoi system murów obronnych z XIV-XV wieku, ciągnący się kilka kilometrów po wzgórzach — jeden z najdłuższych zachowanych systemów fortyfikacji w Europie (niektórzy przewodnicy nazywają to „europejskim Wielkim Murem”, co jest już mocno na wyrost skalowo, ale samo wrażenie na miejscu, patrząc, jak mur wspina się po grzbiecie wzgórza, robi się zrozumiałe, skąd to porównanie w ogóle się wzięło). Wejście na fragment murów i przejście nimi z widokiem na saliny i zatokę to zupełnie inne doświadczenie niż spacer po murach Dubrownika — mniej ludzi, więcej przestrzeni, więcej czasu, żeby się zatrzymać i po prostu popatrzeć.

A same saliny pod murami to nie dekoracja, tylko wciąż czynna solanka — podobno jedna z najstarszych, które nieprzerwanie działają w tej części Europy. Sól wciąż zbiera się tu ręcznie, w sposób niewiele zmieniony od średniowiecza, a lokalna sól ze Stonu trafia potem na stoły w restauracjach w całej Dalmacji. Warto wiedzieć, patrząc na te geometryczne baseny z wodą, że to, co wygląda jak spokojny krajobraz, jest w rzeczywistości wciąż działającym miejscem pracy.

Lastovo — dla tych, którzy już widzieli wszystko inne

Krótka wzmianka na koniec, dla kogoś, kto naprawdę szuka czegoś poza utartym szlakiem: Lastovo, najdalej wysunięta na południe większa wyspa regionu, jest trudniej dostępna niż Korčula czy Mljet, i właśnie dlatego wciąż ma charakter, który reszta wybrzeża dawno straciła. To nie jest przystanek na „typową” wycieczkę — to cel sam w sobie, dla kogoś, kto ma czas i ochotę dotrzeć tam, gdzie mniej osób się fatyguje.

Jedna rzecz, którą warto wypatrywać, spacerując po wioskach na wyspie: charakterystyczne, ozdobne kominy zwane fumari, unikalne podobno dla architektury Lastova — każdy inaczej rzeźbiony, jakby budowniczowie traktowali komin nie jako element techniczny, tylko jako coś, czym warto się pochwalić sąsiadom. Nie znajdziecie tego nigdzie indziej na wybrzeżu w takiej ilości i różnorodności.

Prom na Lastovo płynie zwykle przez Korčulę, więc realistycznie to nie jest wycieczka na jeden dzień z Dubrownika — raczej cel sam w sobie, wymagający nocowania na miejscu albo połączenia z dłuższą trasą po wyspach. Warto to zaplanować z wyprzedzeniem, a nie liczyć na to, że „jakoś się uda” złapać odpowiednie połączenie tego samego dnia.

Praktyczne rzeczy

Lotnisko w Čilipi leży około 20 km na południe od Dubrownika, z autobusami wahadłowymi do centrum. Samochodem region wjeżdżacie autostradą A1 w stronę Ploče, a dalej magistralą adriatycką na południe.

Do Cavtatu i Trsteno dojedziecie zarówno samochodem, jak i lokalnym autobusem z Dubrownika — obie opcje są proste logistycznie. Do delty Neretwy najwygodniej dojechać samochodem, to nie jest przystanek „przy okazji” zwiedzania Dubrownika, tylko osobna wyprawa w inną część regionu.

Parkowanie w samym Dubrowniku jest drogie i strefowe, szczególnie blisko murów — wielu doświadczonych podróżnych zostawia auto na większym parkingu na Lapadzie albo przy porcie Gruž i dojeżdża do starówki autobusem.

Jeśli planujecie jednodniowe wycieczki na wyspy Elafickie (Koločep, Lopud, Šipan), łódki i katamarany wypływają bezpośrednio z portu Gruž oraz z Starego Portu przy murach — nie trzeba dojeżdżać nigdzie poza samo miasto, żeby zacząć wycieczkę na wyspy.

Dubrownik a nasz teren

Dubrownik i cały ten region leżą kawałek na południe od tego, co znamy najlepiej — nasza oferta skupia się na środkowej Dalmacji: Splicie, Trogirze, Omišu, Makarskiej i Šibeniku. Jeśli układacie dłuższą trasę przez Chorwację, warto rozważyć środkową Dalmację jako bazę na pierwszą część wyjazdu.

Planujecie trasę przez środkową Dalmację?


Jeśli łączycie Dubrownik z podróżą przez Split, Trogir czy Makarską, w Adriamore znajdziecie apartamenty, które sami wybraliśmy i które polecilibyśmy znajomym. Rezerwujecie bezpośrednio u właściciela, bez prowizji i opłat serwisowych.


👉 Zobacz apartamenty polecane przez Adriamore

FAQ

Zdecydowanie tak — to zupełnie inna perspektywa i, w przeciwieństwie do murów, rzadziej aż tak zatłoczona.

Pół dnia, jeśli tylko przejeżdżacie i patrzycie na krajobraz; cały dzień, jeśli chcecie zrobić rejs kanałami i spróbować lokalnej kuchni.

Tak, i wielu doświadczonych podróżnych wybiera właśnie tę opcję — spokojniej, taniej, a do Dubrownika blisko łódką lub samochodem.

Tylko jeśli macie już za sobą Korčulę i Mljet i naprawdę szukacie czegoś mniej turystycznego — logistycznie to najbardziej czasochłonny cel z całej listy.

Z portu Gruž i ze Starego Portu przy murach Dubrownika — obie opcje są w zasięgu spaceru z centrum, nie trzeba dojeżdżać poza miasto.

W Malim Stonie i okolicy są miejsca do kąpieli, ale to nie jest destynacja plażowa w takim sensie jak wybrzeże koło Splitu czy Makarskiej — jedziecie tam głównie dla murów, salin i ostryg.