Skip to content

Wprowadzenie

Podobno cesarz Dioklecjan, kiedy po latach rządzenia największym imperium świata przeszedł na emeryturę i osiadł w swoim pałacu nad Adriatykiem, na pytania, czy nie chciałby wrócić do władzy, miał odpowiadać, że gdyby ktoś zobaczył kapustę, którą własnoręcznie uprawia w ogrodzie, nigdy by go o to nie pytał. Nie wiem, ile w tej historii prawdy, a ile jest to anegdota, która obrosła legendą przez siedemnaście stuleci powtarzania — ale jest w niej coś, co dobrze tłumaczy Split: to miasto, w którym najpotężniejszy człowiek swoich czasów wolał kapustę od tronu.

O samym pałacu, o Trogirze, o Zlatnim Racie na Braču i o rafcie na Cetinie pisałem już szeroko przy okazji Dalmacji Środkowej — nie będę się tu powtarzał punkt po punkcie. Ten tekst ma pokazać, co jest tuż obok, a o czym mało kto pisze: skalną twierdzę, którą Chorwaci od wieków nazywają „kluczem do Dalmacji”, wzgórze w środku miasta, na które można wejść w kapciach, i jezioro, które czasem znika.

I chyba właśnie to lubię najbardziej w Splicie — że to jedyne duże miasto na wybrzeżu, gdzie zabytek sprzed tysiąc siedmiuset lat nie stoi za szybą w muzeum, tylko ma w środku sklepy, restauracje i ludzi rozwieszających pranie na balkonach. Palazzo, w którym mieszka się na co dzień. Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest robić zakupy w piwnicach, którymi kiedyś chodziła straż cesarska?

Twierdza Klis, klucz do Dalmacji, okolice Splitu

Twierdza Klis — klucz, o który walczono dwa tysiące lat

Dwadzieścia, może trzydzieści minut od Splitu, na wąskim grzbiecie skalnym między dwoma masywami górskimi, stoi coś, co miejscowi od pokoleń nazywają kluczem do całej Dalmacji. I to nie jest metafora rzucona dla efektu — kto trzymał Klis, ten kontrolował jedyną wygodną drogę z wybrzeża w głąb lądu. Stąd ta twierdza była punktem obrony jeszcze zanim ktokolwiek zaczął budować z niej to, co widać dzisiaj — najpierw iliryjska osada, potem chorwacki zamek królewski, potem bastion broniący się przed Turkami przez dziesięciolecia, dłużej niż niejedno inne miasto na wybrzeżu.

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest bronić czegoś przez pokolenia, wiedząc, że kiedyś i tak przegracie? Bo Klis w końcu padł, ale legenda obrony przetrwała dłużej niż sama twierdza jako punkt militarny — do dziś jest symbolem chorwackiego oporu. A dla kogoś, kto oglądał „Grę o Tron”: tak, to tutaj kręcono sceny w Meereen — i szczerze, kiedy stoicie na murach i patrzycie w dół na Split i wyspy na horyzoncie, łatwo zrozumieć, dlaczego ekipa produkcyjna wybrała akurat to miejsce. Dojedziecie tam miejskim autobusem (numer, jak podają niektóre źródła, to 22 — sprawdźcie aktualne połączenie przed wyjazdem) albo w ramach zorganizowanej wycieczki.

Ciekawostka, którą mało kto łączy z tym miejscem: to właśnie spod Klisu, według części historyków, wywodzi się ród Kliskich hajduków — lokalnych partyzantów walczących z Turkami, o których krążyły opowieści podobne do tych o Robin Hoodzie, tylko dalmatyńskie i dużo bardziej brutalne w szczegółach. Nie chcę tu wchodzić w historyczne niuanse, którymi historycy spierają się do dziś, ale sam fakt, że fortyfikacja wciąż inspiruje lokalny folklor tysiąc lat po jej budowie, mówi sporo o tym, jak głęboko to miejsce siedzi w chorwackiej tożsamości.

Wzgórze Marjan, panorama na Split

Marjan — góra, o której zapominają ci, co jadą prosto na plażę

To jest ta atrakcja, którą najłatwiej pominąć, bo brzmi zbyt zwyczajnie, żeby wpisać ją na listę „10 rzeczy do zrobienia”. A szkoda, bo Marjan to zalesione wzgórze wciśnięte dosłownie w miasto, między starówkę a morze — piętnaście minut spaceru od Pałacu Dioklecjana i jesteście wśród sosen, jakby ktoś przeniósł kawałek lasu w sam środek metropolii. Splitczanie nazywają je zresztą „płucami miasta” — i mając w pamięci, jak gęsto zabudowane jest samo centrum, trudno się z tym nie zgodzić.

Miejscowi biegają tam rano, jeżdżą na rowerze, spacerują z dziećmi — to jest Split poza wersją turystyczną, Split, który żyje swoim codziennym rytmem. Z głównego punktu widokowego, Prvej Vidilicy, rozciąga się klasyczny widok na dachy starego miasta i port, a poniżej, w zatoczkach, kryją się małe kameralne plaże jak Kašjuni — żwir, kilka betonowych zejść do wody, bar plażowy, i dużo mniej ludzi niż na Bačvicach kilka kilometrów dalej. Jeśli macie ochotę połączyć trochę ruchu z kąpielą i nie chcecie nigdzie jechać, Marjan to odpowiedź — spokojna zatoczka nadaje się też nieźle na SUP, jeśli macie ze sobą własną deskę.

Po drodze, jeśli idziecie od strony starówki, miniecie stary żydowski cmentarz z XVI wieku, jeden z najstarszych na tej części wybrzeża — mały, cichy, zarośnięty, kompletnie inny klimat niż pięć minut niżej, gdzie ludzie w kostiumach kąpielowych idą na plażę. Warto się na chwilę zatrzymać, nawet jeśli nie jesteście typem turysty odwiedzającego cmentarze — to jeden z tych miejsc, które pokazują, jak wielowarstwowa jest historia tego miasta.

Modro Jezero, Imotski, Dalmacja

Imotski — jeziora, które nie powinny istnieć w tym kolorze

A teraz coś, co leży już poza wybrzeżem, w dalmatyńskim interiorze, ale wciąż formalnie w tym samym regionie administracyjnym — i co robi wrażenie właśnie dlatego, że nikt się tego nie spodziewa po „typowej Chorwacji nad morzem”. Przy miasteczku Imotski leżą dwa jeziora krasowe, powstałe po zawaleniu się ogromnych podziemnych jaskiń — Modro Jezero (Niebieskie) i Crveno Jezero (Czerwone).

Niebieskie Jezioro ma kolor, który wygląda jak przesadzony filtr na zdjęciu, a nie naturalna woda — i tu jest ciekawostka, która naprawdę robi wrażenie: poziom wody potrafi się wahać tak mocno, że w suchych latach jezioro niemal całkowicie wysycha. Kiedy to się dzieje, miejscowi — bo a jakże by inaczej — organizują na dnie byłego jeziora symboliczny mecz piłki nożnej. Wyobrażacie sobie kopanie piłki na dnie jeziora, które za kilka miesięcy znów będzie kilkadziesiąt metrów głębokie?

Czerwone Jezioro, nazwane tak od koloru otaczających je skał bogatych w tlenki żelaza, jest jeszcze bardziej dramatyczne — to jedno z głębszych jezior krasowych w Europie, choć dokładne liczby różnią się mocno między źródłami, więc nie będę tu rzucał konkretną cyfrą, która może być błędna. Ważniejsze jest wrażenie na miejscu: stromy klif opadający pionowo w dół, do wody o kolorze, który zmienia się w zależności od pory dnia i kąta słońca.

A skoro już jesteście w Imotskim, warto wiedzieć, że to jednocześnie centrum uprawy kujundžušy — białego szczepu winnego, który poza tym regionem właściwie nigdzie indziej się nie liczy. Miejscowe wina z tego rejonu rzadko trafiają na półki dużych sklepów na wybrzeżu, więc jeśli natkniecie się na butelkę w lokalnej konobie, to dobra okazja, żeby spróbować czegoś, czego nie kupicie później w Polsce.

Šolta — wyspa, o której nawet wielu mieszkańców Splitu zapomina

Skoro jesteśmy przy rzeczach pomijanych: Šolta leży bliżej Splitu niż Brač czy Hvar, a mimo to zdecydowanie mniej osób o niej mówi. To dobra opcja, jeśli chcecie zobaczyć wyspę bez tłumu charakterystycznego dla bardziej znanych sąsiadek — spokojne zatoczki, miód lokalny uznawany za jeden z lepszych w regionie, i atmosfera, która wciąż przypomina, jak wyglądały te wyspy, zanim masowa turystyka na dobre się tu rozgościła.

Prom ze Splitu do Rogača, głównego portu na Šolcie, jedzie około godziny, a w sezonie kursuje kilka razy dziennie, więc da się zrobić z tego nawet wycieczkę jednodniową bez własnego auta. Jeśli macie tylko pół dnia, wysiądźcie w Rogaču i idźcie pieszo albo weźcie lokalny autobus do Maslinicy — malutkiego portu z kolorowymi domkami, który wygląda jak scenografia, choć nikt go tak nie zaprojektował.

Sinjska Alka — turniej, o którym nie usłyszycie nigdzie indziej

W sierpniu, w miasteczku Sinj na północ od Splitu, odbywa się coś, czego nie znajdziecie w żadnym innym miejscu na świecie — Sinjska Alka, turniej rycerski z tradycją sięgającą XVIII wieku, dziś wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Jeźdźcy na koniach, w pełnym rynsztunku, pędzą i próbują trafić kopią w mały metalowy pierścień zawieszony na sznurze — to nie jest inscenizacja dla turystów, to żywa tradycja, którą mieszkańcy Sinju traktują z powagą porównywalną chyba tylko do najważniejszych świąt religijnych.

Jeśli trafiacie do regionu poza sierpniem i żałujecie, że ominiecie sam turniej — w Sinju działa muzeum poświęcone Alce, gdzie można zobaczyć zbroje, kopie i stroje jeźdźców na żywo, bez czekania na konkretny termin w kalendarzu. To niezły przystanek, jeśli już jedziecie w stronę Imotskiego czy jezior krasowych, bo Sinj leży właściwie po drodze.

Soparnik — danie, którego nie znajdziecie poza tym regionem

Skoro już przy lokalnych tradycjach — jest takie danie, które pochodzi konkretnie z okolic Poljic, kawałek od Omiša, i które też trafiło na listę niematerialnego dziedzictwa Chorwacji: soparnik, cienki placek z ciasta wypełniony blitwą (boćwiną), cebulą i oliwą, pieczony pod żarem, podobnie jak peka. To jest dokładnie ten rodzaj jedzenia, o którym nie przeczytacie w żadnym międzynarodowym przewodniku po Chorwacji, bo nie jest „instagramowe” jak czarne risotto czy ostrygi — ale spróbujcie go w konobie w interiorze, a zrozumiecie, dlaczego miejscowi bronią go jak części tożsamości.

Reszta wysp — krótko, bo pełne opisy są gdzie indziej

Hvar, z lawendą kwitnącą w czerwcu i twierdzą Fortica nad miastem, i Vis z Błękitną Jaskinią i plażą Stiniva opisałem szczegółowo w Dalmacji Środkowej — zamiast powtarzać to samo, po prostu tam zajrzyjcie. Warto tylko dodać: legenda o białym kamieniu z Brača, z którego rzekomo zbudowano Biały Dom w Waszyngtonie, krąży od dekad i jest chętnie powtarzana przez lokalnych przewodników — ale to legenda, nie potwierdzony fakt historyczny, więc traktujcie ją jako dobrą anegdotę, nie pewnik.

Praktyczne rzeczy

Lotnisko w Kaštela leży około 25 km od centrum Splitu, z sezonowymi połączeniami bezpośrednimi z Polski, w tym liniami niskokosztowymi. Samochodem autostradą A1 dojedziecie wygodnie do samego miasta.

Do Klisu, jeśli nie macie auta, dojedziecie autobusem miejskim lub w ramach zorganizowanej wycieczki. Do Imotskiego trzeba już zaplanować dłuższą trasę samochodem — to nie jest przystanek „po drodze”, tylko osobna wyprawa w głąb lądu.

Parkowanie w centrum Splitu jest strefowe i płatne, najdroższe przy samej Rivie — jeśli szukacie taniej opcji, sprawdźcie parkingi przy stadionie Poljud albo w okolicach portu.

Główny port promowy, skąd wypływają promy na Šoltę, Brač, Hvar i Vis, leży w samym centrum, dosłownie kilkaset metrów od Rivy i Pałacu Dioklecjana — jeśli planujecie skakać z wyspy na wyspę, to jeden z tych rzadkich przypadków, gdzie logistyka nie wymaga dojazdu poza miasto. W szczycie sezonu bilety na popularne trasy warto kupować z wyprzedzeniem, bo najlepsze godziny wyprzedają się zaskakująco szybko.

To jest nasz teren — bez owijania w bawełnę

Split to jedno z pięciu miast, w których mamy swoją ofertę — więc jeśli ten tekst Was przekonał, że warto tu zamieszkać na dłużej niż jeden dzień wycieczki, zajrzyjcie do naszego pełnego przewodnika gdzie spać w Splicie — tam rozkładamy dzielnice miasta na czynniki pierwsze.

Szukasz sprawdzonego apartamentu w Splicie?


W Adriamore nie znajdziesz tysięcy przypadkowych ofert — tylko obiekty, które sami wybraliśmy i które polecilibyśmy znajomym. Rezerwujesz bezpośrednio u właściciela, bez prowizji i opłat serwisowych.


👉 Zobacz apartamenty w Splicie polecane przez Adriamore

FAQ

Tak, bez problemu — to dwadzieścia-trzydzieści minut jazdy od centrum, spokojnie mieści się jako popołudniowy wypad.

Jeśli macie samochód i lubicie krajobrazy inne niż plaża — tak. Jeśli liczycie na kąpiel, przygotujcie się, że dostęp do wody bywa ograniczony i zależny od pory roku.

W sierpniu, dokładna data zmienia się rok do roku — sprawdźcie aktualny kalendarz przed planowaniem wyjazdu w te okolice.

Tak, główne ścieżki są łagodne i dobrze utrzymane, choć wózek wygodniej sprawdzi się na głównych alejkach niż na węższych, bardziej stromych odgałęzieniach.

Zamiast — niekoniecznie, bo to inna liga pod względem atrakcji. Ale jako dodatek do wyjazdu, jeśli macie już Brač i Hvar za sobą i szukacie czegoś spokojniejszego na jeden dzień — jak najbardziej.

Z głównego portu promowego w centrum miasta, tuż przy Rivie i Pałacu Dioklecjana — nie trzeba dojeżdżać poza Split, żeby złapać prom na Šoltę, Brač, Hvar czy Vis.

Tagi